Emo kac kupa #2
Budząc się wczoraj i dziś musiałem stwierdzić bardzo przykry fakt – mam kaca. Nie żebym był zdziwiony albo coś w tym stylu, niemniej fakt przykry jest i stwierdzić go trzeba. Stwierdziwszy niezaprzeczalnie przykry fakt udałem sie do WC. I wtedy stwierdzić (niezaprzeczalnie) musiałem, że oto mym oczom i nozdrzom ukazała się kac kupa.
Po tak zachęcającym wstępie chciałem podzielić się z Wami pewnym przemyśleniem. Obejrzałem już parę filmów / przeczytałem książek i wiele artykułów o seryjnych mordercach aka masowych mordercach. I (te filmowe i książkowe) postaci mogą tylko lizać stopy, a te prawdziwe powinny czerpać z mojego nowego idola. Właściwie to starego nowego idola ale kiedy ostatni raz to oglądałem nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z tego czym dokładnie jestem. Pan Hannibal Lecter to połączenie tego wszystkiego co przyprawia mnie o ciarki na plecach. No może oprócz tego, że jest kanibalem ale trzeba mu wybaczyć, każdy geniusz ma swoje dziwactwa. A jeśli jego pragnienie ludzkiego mięsa jest motorem natchnienia – jedz do woli bro. Miałem kiedyś robić portret doskonałego mordercy w swojej główce, ale niestety za późno – ktoś już to zrobił.
Muszę przyznać – nieźle jesteście popierdoleni. Na prawie 120 odsłon z wczoraj – kiedy zajebiście się bawiłem (tak to jest ironia, jak ktoś nieludzko nienawidzący ludzi może się wśród nich bawić) – prawe 70 było z wyszukiwarek, w których wprowadzono w najróżniejszych formach skrót emo. Od e.m.o. na *.E.*.m*.*O.* kończąc (na prawdę….). Przedwczoraj było bardzo podobnie. Dziś o 8 rano jest już 40 (sic!) odwiedzin z czego 29 jakichś niedoszłych emoboyów. Pozostaje sobie – jak zwykle w takiej sytuacji – zadać zajebiście ważne pytanie (nie nie brzmi ono ‘kto się kurwa zjebał’ ani ‘co chcę w życiu osiągnąć’) czy to co ja tutaj piszę trafia tylko do emo? Czy przyczyniam sie do rozwijania tej ’subkultury’? Z takim smaczkiem zostawię Was i samego siebie. Dziś czeka mnie zajebisty dzień, w którym mam nadzieję będę sie dobrze bawił – i to nie jest ironia…
Emo
Co mam do emo? Bardzo mało, po prostu hasło jest na topie więc się przystosowuję. Ale za to Wy macie do emo wiele:

Kto tu jest pojebany?
Emo czy nie emo?
Sam się już na siebie wkurwiłem z nadużywaniem tego ’słowa’ więc postanowiłem sobie na łamach owego elo blogu wyjaśnić sytuację. Co to właściwie jest to emo? Jeśli skrót od emotion – emocji to pewnie coś co oznacza bycie emocjonalnym, podchodzenie emocjonalnie do życia. Może wyrażanie emocji? Kto daje po sobie poznać jakie przeżywa emocje? Ekstrawertycy. Zatem na pewno nie flegmatycy, bo to typowi introwertycy (tak tak wiem, mnie już też te pojęcia wkurwiają). Na dziesiątki testów przeprowadzonych w internecie, własnych obserwacji i opinii innych kompetentnych ludzi – jestem 99% flegmatykiem. Czyli? NIE JESTEM EMO.
Zatem dlaczego można tu znaleźć napisane przeze mnie słowa o ‘byciu pustym w środku’, że ‘nikt mnie nie kocha’, ‘nikt nie rozumie i nie zna moich mrocznych tajemnic’ (mając na uwadze, iż to akurat jest prawda i nic tutaj nie odgrywam i nie fantazjuję) skoro to takie emo-style? Powiem Wam kurwa dlaczego. Bo to całe chuj wie co o emo to jakiś ostry bullshit. Każdy ma jakieś emocje, negatywne pozytywne – whatever. To, że nie mam grzywki i czarnych oczu nie znaczy, że nie czuję radości bądź wkurwienia. Chuj w dupę tym pedałom co sie malują i zakładają jakieś cekiny – to po prostu pedały i tyle. Dlaczego mają być kojarzeni z jedyną rzeczą jaka odróżnia ludzi od zwierząt? Emocje to nasze ‘coś’ wewnętrzne fuj i blee ale każdy je ma. Taaa nawet kurwa ja, chociaż w znacznym stopniu stępione przez moje ignoranctwo wywodzące sie z temperamentu, które dodatkowo gloryfikowane jest przez moje alter ego. On jest dumny z tego, że na niczym i na nikim mi nie zależy. W szczególności na tym co stanie się ze mną i moim życiem. Niemniej potrafię się wkurwić, zaśmiać i zjebać – to są emocje (no może poza tym ostatnim) czyli cecha ludzka (włącznie z tym ostatnim).
Nowy odcinek Dextera przywrócił mi wiarę w ludzi. Eee w potwory*. Zły Dexter nie jest zły. W końcu zrozumiał, że ten babsztyl to jego zguba, a jedyne na czym może polegać to swoich niezawodnych głosach – czyli na sobie. Czy super-duper agent Lundy go wyczai? Mam nadzieję, że prędzej zje swoje gówno wysrane z bólu na stole Dextera. Problemem natomiast jest Dołks, który zupełnie przypadkowo po 5 minutach pobieżnego przeszukiwania akurat znalazł największy sekret Morgana. Tak czy siak czekam na 09!
Gimme more!
O kurwa napisałem tu już kilka textów po 1000+ słów i all skasowałem. Nie wiem co to oznacza, ale widocznie miało się to tu nie pojawić więc tak też się stanie. Zamiast tego mogę napisać o czymś innym mniej zobowiązującym. Na przykład hm… eee hm… o!
Właśnie słucham utworu muzycznego zatytułowanego Gimme more w wykonaniu Britney (bzyydal). I… podoba mnie się, zacny bit. Jej niby cukierkowaty głosik średnio tu pasuje ale może być, refrenem nadrabia. To w sumie dziwne bo od ostatniego pół roku słucham tylko soundtracków i murzynów. Z popem rzadko się zderzam, ale najwidoczniej to niemądre. Dobra poświęciłem jej wystarczająco dużo miejsca na moim internetowym pamiętniku.Eee wiecie, że gram w komputer? To znaczy te no, gry komputerowe! I to jak zaawansowanie – przez internet. Co z tego mi przyszło? Prawdopodobnie zjebałem se całe życie, ale to daleko idące wnioski więc powstrzymam się z ich wygłaszaniem. W każdym razie na pewno nic pożytecznego i procentującego pozytywnie na przyszłość. Miast tego kupa problemów, pierdolące się oczy i miliony godzin zmarnowane przed ekranem. Jakieś sukcesy? Żadnych. Profity? Nic mi nie wiadomo. Przyjemność?! Może kiedyś, ale co to za różnica skoro to już minęło. Gimme gimme more gimme mm more. No i trochę znajomych, z niektórymi nawet piłem! Z innymi przegadałem setki godzin na ircu o niczym. Parabole tańczą, tańczą, tańczą…
Leciała mi ostatnio krew z nosa i postanowiłem to wykorzystać:

Dobra, każdy kto tu dobrnął pisać w komentarzu, muszę zrobić badanie mojego targetu do jakiej grupy docelowej kierować swoje texty.
Emo Kackupa
Odbyłem wczoraj bardzo wzniosły dialog. Oczywiście sam ze sobą (bo z kim…), wolę inteligentne towarzystwo. Przebieg wyglądał jakoś tak:
- Jezu jak ja nienawidzę starych i grubych ludzi. Idzie taki jeden z drugim chuj, potyka się o wszystkich w autobusie, lezie jak niedorozwój, napierdala jakąś naftaliną czy chuj wie czym i pierdoli coś do siebie stary ciul. Ale najgorsze jak zaczyna sie faza przepraszania – jak pierdolnie Ci w ryj swoim sorry to kurwa sam ze smrodu masz ochotę się po tych rurkach poobijać.
- Co ma skurwiel poradzić, że dożył tylu lat i w tym pojebanym świecie nie ma dla niego miejsca.
- Pierdol się nie będę akceptował tego kurestwa tylko dlatego, że wypada. Albo te grube świnie zajmujące całe 3 miejsca siedzące. Zakupy pierdolnie obok i już 4 miejsca z głowy, a wy stójcie chudziny godzinę jak ciule. I chrząka kurwa, sapie piszczy, do tego ten smród starych ludzi. Albo skurwysyn widzi, że jedzie autobus ale jeszcze zapala peta, wciąga to kurwa na 3 razy, że jakby jebnął kloca to nowy smak tabaki i wsiada skurwiel chuchając we wszystkie strony.
- Przesadzasz, Ty też w jakiś sposób im przeszkadzasz i oni to akceptują, albo przynajmniej udają, że to robią. Nie mówię, że Twoja obecność w autobusie to to samo co śmierdzenie chuj wie czym i zajmowanie całego miejsca, ale kurwa coś jest na rzeczy.
- Żadne kurwa na rzeczy, ja w autobusie i te skurwysyny to inna bajka, inna książka – inny kurwa gatunek literacki. Me on bus – dont mean shit.
- Dobra kurwa wysiadaj twój przystanek.
- Ha ha ha skurwielu, twój też.
Ok czas na emo część bloga. Siedzę właśnie na typowym kacu, niezatopki już oddane do użytku publicznego i napierdala mnie łeb. W tym miejscu czas na refleksje – warto było? Ale nie będę ich wygłaszał tu bo ktoś mógłby poczuć się urażony (nie żeby w przypływie kaca zaczęły mną targać jakieś silne ludzkie emocje, ale na chuj mam to pisać?). Do tego dochodzi perspektywa weekendu w domu a mój tryb życia nie udostępnia aktualnie w nim żadnych rozrywek. To jest właśnie istota bez sensu życia. Czekasz na coś tydzień, to jest – gorsze niż myślałeś – mija to i pozostają już wspomnienia. Tyle kurwa filozoficznych emo-wykładów na dziś, bierzcie i pijcie z tego. I JAZDDDAAAAA RAZEEEEEM: Emo sobie tańczy, tańczy, tańczy, tańczy – tańczy, tańczy, tańczy sobie emo.
Rano
Tak się cieszyłem z nocki a tu bum – zmienili mi zmianę i mam na drugą… W każdym razie właśnie jestem po kolejnym odcinku Dextera – do którego napisy wyszły wyjątkowo szybko – i muszę stwierdzić, że mu zazdroszczę. Chciałbym tak kontrolować swoje życie, niestety moje decyzje zazwyczaj polegają na braku decyzji i czekaniu co się stanie. A że życie samo w sobie potrafi tylko jebnąć z buta w ryj to tak to wygląda. Natomiast nie mam zamiaru zmieniać świata ani stać się ‘bestią tych czasów’. Cenie sobie powolne i nijakie życie, takie też chcę (bo muszę) prowadzić. Wolne od zbędnego stresu i wszystkich tych pojebanych rzeczy, które są wyznacznikiem ’szalenie pozytywnie zakręconych krejzolów’. Strzelić mu w głowę od tyłu z 9mm + tłumik, o taaak.
Po raz kolejny, Deb rozjebała mnie swoim textem. Z całego tego serialu zdecydowanie to jest postać, z która mógłbym spędzać czas. Multispierdolenie wygrało plebiscyt na ‘text Deb ostatniego odcinka’, które w przeciwieństwie do głównego wątku filmu wciąż jest niezmienne i w starym dobrym stylu. Nawet Doakes stał się jakiś nudny w swojej wulgarności.
Nie rozumiem dlaczego ludzie nie oglądają filmów. Można przecież w kilka godzin przeżyć czyjeś życie, siedząc wygodnie w fotelu. Być mordercą, mordercą albo mordercą. Tyle ciekawych textów można z nich wyciągnąć, którymi później posługujemy się w towarzystwie. Hm, może dla kogoś to głupie i frajerskie, ale jak się kurwa nie ma osobowości i charakteru tak jak ja to coś trzeba zrobić. Mieć własny styl? WTF, jak w dzisiejszych czasach można mieć coś oryginalnego. Wszystko zostało już powiedziane, napisane, zaśpiewane i ubrane. Powielamy te gówna naiwnie sądząc, że jesteśmy oryginalni. Jesteście nijacy prawie tak jak ja, ale ja nie boję się tego przyznać. Wracając do tych nieszczęsnych movie, nawet jak sie okaże, że ktoś oglądał ten sam film co ja i chcę z nim zamienić zdanie na ten temat – to kurwa okazuję się, że widzieliśmy dwa różne. Nie wiem na co wy tam zwracacie uwagę, ale mam wrażenie, że oprócz oglądania filmu piszecie w tym samym czasie bloga, narywacie do nastek na gg a do tego czepienie ciulsko na jakąś pop gwiazdę. Przy oglądaniu filmu… ogląda się film! Czizys ja pierdole myślałem, że to oczywiste. Dobra nie chce mi się już pisać.
