Skit
Kiedyś Was skurwysyny wszystkich poćwiartuję i będę się taplał w Waszej pierdolonej krwi. I żaden chuj zajebany nie będzie mi mógł powiedzieć, że nie ostrzegałem.

About me
Jest tyle osób w które mógłbym się zamienić… Skoro i tak nie jestem sobą (bo nie ma mnie), to co mi zależy? A ja kurwa jego mać zachowuje się jak ludzie, którymi gardzę. Mogę udawać kogo chcę, ale - w moim stylu - robie tak, że tego żałuję. Nie jestem chyba w stanie zrobić niczego co byłoby dla mnie dobre. Nie potrafię i nie mam motywacji do jakichkolwiek działań na rzecz poprawy własnego humoru bądź generalnie szeroko pojętego zrobienia czegoś dla siebie.
Ponoć ludzie dążą do autodestrukcji, ale to co ja robie to kurwa może być dla Was tylko wzorem. Jakim pojebanym trzeba być, żeby każde nawet najmniej ważne i nic nie znaczące decyzje podejmować w taki sposób by wyszło jak najgorzej dla mnie. Wszystko co w życiu robię i mówię rozkurwia mnie powoli od środka.
Swego czasu bardzo chciałem się dowiedzieć jak postrzegają mnie mądrzy ludzie. To znaczy, dowiedzieć się czy takie chuj wie co jak ja jest okraszone jakąś nazwą i czy są inni podobni mnie. Ustaliłem, że jestem 90% flegmatykiem jeśli chodzi o charakter, ale nie miałem jego kilku ważnych cech… Postanowiłem więc sięgnąć do mądrzejszych słów i znalazłem… socjopata. Hm ale to też nie do końca to, bo na nieszczęście nie jest mi obce pojęcie empatii, co więcej jest ona u mnie dość silnie rozwinięta. Podejrzewam, że w zupełnie inny sposób niż u normalnych ludzi, ale jednak jest. I mocno przeszkadza. Niemniej większość się zgadzała: kontakty międzyludzkie są u socjopatów znikome, nastawione na eksplorację drugiej osoby, nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na zaufanie, miłość i czułość; socjopata nie odbiera sygnałów z otoczenia, nie reaguje na przykłady innych, na to co jest normą, kłamliwość i manipulowanie jednostką, wykorzystywanie do własnych celów i przede wszystkim nierespektowaniem podstawowych norm moralnych oraz wzorców zachowań w społeczeństwie, uwidaczniające się w wyraźnym braku przystosowania do życia w społeczeństwie. Taaa jestem nieprzystosowany.. pfff tak niestety określiłby mnie każdy psycholog, któremu dałbym taką możliwość. Pierdolenie, ja po prostu widzę i nie zgadzam się z tym, czego inni nie dostrzegają, albo twierdzą, że ‘tak musi być’. A to, ze nic nie robię wynika z mojej chujowe natury o czym już kiedyś pisałem.
Podsumowując okazało się, że tak jak przypuszczałem już kiedyś nie ma konkretnych ram, w których sie mieszczę. Nie znajduję się na Wikipedii ani w googlach.
Autobus
Jechałem dziś w autobusie i nagle zupełnie odpłynąłem. Zacząłem sobie wyobrażać, że wszystkich w nim zabijam. Ale nie tak po prostu. Najpierw sporządziłem sobie portret psychologiczny na podstawie ubioru, wyglądu, zachowania, sposobu i treści mówienia. Następnie musiałem wymyślić jakiś motyw owej zbrodni. Potem miejsce, w którym miałby czas, wszystkie niezbędne środki ostrożności, narzędzie pracy, czy kogoś zostawić przy życiu i w końcu jak odejść aby nikt nie miał podejrzeń. Potem ewentualne reakcje innych ludzi widzących co dzieje się z pierwszymi ofiarami. W końcu w środku roboty ktoś mógłby mi zrobić to na co zasługuję i o czym marzę od wielu lat. Muszę przyznać, że frajda była przednia. Nie znalazł się też nikt kogo chciałbym oszczędzić, jedna dupa była fajna ale za to jak i o czym pierdoliła niestety musiałem zaszyć w czyimś brzuchu jej język. Oczywiście wolałbym wszystkich powystrzelać dziewiątką z tłumikiem, ale irracjonalne było posiadanie owej broni, więc musiałem improwizować. Postanowiłem, że dość standardowym wyposażeniem ewentualnego ucznia (którym miałem być ze względu na plecak) byłyby nożyczki i taśma klejąca. Resztę ciekawych narzędzi znalazłem u innych pasażerów.
Po wszystkim wyszedłem, ubierając ubrania czyjegoś pasażera zdjęte przed pozbawieniem go głowy, idąc w stronę przystanku znajdującego się kilkaset metrów dalej. Niestety dojeżdżając do mojego miejsca wysiadki postanowiłem się ukarać za to i przypadkowy patrol zatrzymał mnie chwilę później. W wyniku niefortunnej walki zostałem zastrzelony. Dlaczego? Czy przez tę dupę której urwałem język? Dunno w każdym razie wysiadając pomogłem pani znosić wózek z dzieckiem, która nie dalej jak 10 minut temu w mojej wyobraźni musiała zjadać jego twarz. To była moja mała forma katharsis, którą stosuję co jakiś czas.
Uważacie to za jakieś nadające się do leczenia? To może nie będę pisał o moich snach. O tym co robie leżąc wieczorem w łóżku kiedy mam kiepski nastrój. O tym jak postrzegam zwykłych szarych ludzi, ile są dla mnie warci. O tym co sądzę o chorych dzieciach, sytuacji w afryce, dałnach i Japończykach. Wreszcie o wierze i Bogu, papieżu i kościele.
Night & fejm.
Noc… Kocham noc. To niestety stało sie bardzo banalne, teraz każdy kocha noc. Ale ciekawe kto ma zasłonięte żaluzje 24h/7 w pokoju oraz jeśli te nic nie dają wiesza jakieś byle co, co całkowicie zasłania dostęp światła. Ale właściwie co w nocy jest takiego pięknego? Dla mnie na pewno jakiś stopień anonimowości, możliwość ukrycia się. Spokój, cisza… Nie wyraźność wszystkiego na co się patrzy - tak jak ja jestem niewyraźny. Pięknym uczuciem jest jechać w autobusie w nocy i patrzeć za okno… wtedy mam wrażenie (z odpowiednią muzyką), że jestem w filmie. Do tego ujemność wzroku wyostrza resztę naszych zmysłów, znacznie lepiej słucha mi się muzyki w nocy - tak jakbym słyszał lepiej i wyraźniej. W moim wypadku również wyobraźnia działa znacznie lepiej - co akurat nie jest in plus - zapewniam, że nikt wtedy wolałby nie wejść do mojej głowy… Najpopierdoleńsze pomysły i wizje przychodzą właśnie wtedy.

Większość odwiedzin tego bloga jest poprzez wpisaniu w wyszukiwarce wordpress hasła ‘emo’. WTF? Wiem, że to teraz popularny temat, ale czego oni kurwa spodziewają się na blogu wyczytać pod hasłem emo? Że będę tu zamieszczał foty pociętych żył i krzyczał mamo? Ale nie będę narzekał bo to przynosi mi fejm. Teraz do każdej notki powinienem dodawać tag: emo i miałbym najpopularniejszy blog. Ale jebać to, wystarczy, że po wpisaniu ‘każdy ma swoje alter ego’ jestem 1st w googlach, po wpisaniu ‘alter ego blog’ jestem 4, a po wpisaniu blacktyger pierwsze dwie strony są moje. Długo na to pracowałem!
Jak większość psycholi - mam swoje słabości. Jedną z nich jest środa 21:30 - U can dance. Nie umiem tańczyć i nudzą / żenują mnie tańce klasyczne, które z wolnością i wyrażaniem siebie mają tyle wspólnego co ja z Wami, ale to co robią w tym programie cieszy moje oczy. Szczególnie ich solówki, które są 100% od nich, ale te układy i tańce w parze też mogą być.
Ok lecę oglądać, czytajcie i komentujcie emo notki! Od jutra do soboty będę chlał więc nie wiem czy coś napiszę…
Co ma tytuł do bloga?
No właśnie, jak sie ma to wzniosłe i yntelygentne hasło o jakimś ego do treści tego bloga? Kurwa nijak. To zupełnie nie tak miało wyglądać. Ale nawet kurwa tu na wpół anonimowo nie potrafię pisać tego co na prawdę we mnie siedzi. To jest tak głęboko i tak niedostępne dla nikogo z zewnątrz, że nie potrafię nawet z ukrycia o tym pisać. Zamiast tego jak zwykle odgrywam jakąś rolę - jak całe życie przed każdym. W sumie w tym momencie uświadamiając sobie ten fakt powinienem go skasować i dać sobie spokój ale… to aktualnie jedyne zajęcie jakie mam w domu. Smutne aj? Też mi się to nie podoba ale jestem zbyt nijaki żeby to zmieniać, więc tak sobie wegetuję. Słucham muzyki i wylewam jakieś bzdury z siebie, robiąc przy tym więcej literówek niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, chociaż mam jebany kompiutr odkąd pamiętam.

Tak nazwałem moje alter igoł.
Muzyki… Jakiej? Oczywiście soundtracków, to z Brietney to był mały wypadek przy pracy, wracam na stare śmieci. Więc - Winamp, shufle + Mr. Brooks OST, Prison Break OST (Ramin Djawadi both, mój numero uno jeśli chodzi o ten rodzaj muzyki), następnie Lucky Number Slevin OST + Dexter OST + Godfather OST. Jednym słowem nastrojowe smutasy. To pomaga mi kleić te idiotyzmy, ale Wam nie pomoże w ich czytaniu więc nie próbować. Swoją drogą na dysku zalega mi już kolejny odcinek Dextera, może jutro po robocie będą już napisy (jego amerykański jest bardzo amerykański) to sobie obczaję (ale młodzieżówa!). Zalega mi wiele tabakowych kóz w nosie, muszę podłubać w8. Ok, na czym to ja… aaa, więc jak już mówiłem mam ochotę strzelić komuś w głowę. Eee, co? Aaaa ja nie o tym…
- Pierdol się stary to Ty jesteś pojebany, ja nie mam zamiaru być z Tobą utożsamiany.
- Ale Ty jesteś mną…
- Co kurwa? Przestań tak mówić bo mnie na rzygi zbiera, ja to ja, a Ty to jakieś chuj wie co. W ogóle po co ja się do Ciebie odzywam… Zrobię to co będę chciał i tyle, nic nie masz do gadania. Rozumiesz? Nic. To ja tu kurwa panuję nad sytuacją i wcielam czyny w życie, ty tylko pierdolisz jakieś smuty. Chcesz robić coś sam? To znajdź se inne ciało to już jest zajęte.
- ……………..
- ……………..
- …………….
- Ej jesteś tam? Halo? Nie wkurwiaj mnie… Powiedz coś. No gadaj kurwa, nie udawaj głuchego. HALO.
- Jestem nie krzycz.
- Uff… nie strasz mnie więcej - wiesz, że to nie na serio… ja tak tylko.. no wiesz… tego na tym… Ok to co mówiłeś, że co mam zrobić?
Do jutra łobuziaki, jak będzie jutro. Jak ja będę jutro. Jak będzie jutro….
I am who i am.
W sumie nie wiedziałem, zakładając tego uber bloga, że wyniknie taka zabawna sytuacja - a to błąd z mojej strony, bo przewidywalność to coś co w ludziach cenię i staram się u siebie wykształcić. Chodzi mianowicie o dysonans poznawczy jaki zachodzi u czytelników znających / kojarzących mnie z różnych miejsc (serwisów / real lajfa / gier).
Przestałem już na to jakiś czas temu zwracać uwagę, ale w internecie mam cholernie wiele osobowości. Na jednym serwisie mam 20+ lat żonę i stateczne życie, na innym 18 chodzę do szkoły i udaję młodzieżowego, jeszcze gdzie indziej jestem… kobietą (sic!). Żeby było śmieszniej w większości posługuje się tym nickiem : - ). Nie mówiąc już o tych, którzy kojarzą mnie z jakichś gier, gdzie nie jestem wstanie spamiętać tych wszystkich bzdur jakich im naopowiadałem. Nasuwa się więc pytanie - gdzie jestem ja? Na pewno nie tutaj. Na pewno nie na esports.pl, ani mmorpger.pl, ani et.pl ani innych młodzieżowych serwisach. Nie znajdziesz mnie też na GG, skypie czy (…) czacie. Generalnie w zerach i jedynkach są porozrzucane jakieś szczątki mnie tworzące różne postaci, ale nigdzie nie występuję w całości. A czy w życiu jestem sobą? Tak, tylko którym sobą… Jedno jest pewne gdybym rano się obudził i w lustrze zobaczył blacktyger… geez byłoby ciężko. Na szczęście go tam nie ma, stoi jakiś pajac - ale to nie on.
Dobrze, że jest jedna osoba na świecie, która mnie zna (nie kurwa to nie jest moja mama a tym bardziej ten stary chuj nazywany ojcem). Chociaż jedna…