Truth
… a ludzie mnie lubią. Bo taki bezkonfliktowy, pośmieje się z siebie, rzuci żarcikiem, posłucha – jak trzeba doradzi. Taki słodki człowieczek, pójdzie na piwo, pogada z laską, pojedzie z kimś gdzieś.
Czy udawanie to sztuka, której się uczymy wszyscy z jednakowego poziomu w ten sam sposób, czy niektórzy z racji swojej choroby mają do tego większą zdolność? Czy udawanie to kłamstwo? Czy ja Was wszystkich okłamuję? Czy po prostu jestem taki jakiego chcecie. Nijaki, bo tak najlepiej przebrnąć przez życie, będąc niezauważalnym, szarym szeregowym tłumu.
Ale Wy i tak nie chcecie prawdy. Ona zawsze boli, mity o szlachetnej szczerości to gówno. Kłamstwa. Każdy chce znać prawdę, ale nikt nie chce jej usłyszeć. Boimy się jej znacznie bardziej niż innych rzeczy. Ona zawsze jest przykra i okupiona cierpieniem, bo takie jest nasze życie. Dlatego chodzę po ulicy, uśmiecham się do ludzi, których mam w dupie. Śmieję się z rzeczy, które *powinny* być śmieszne. Rozmawiam z Wami nie patrząc w Wasze oczy, bo nic w moich nie zobaczycie. Okłamuję czasami nawet samego siebie, że jestem chociaż podobny do Was. Że coś czuję.. że na czymś mi zależy… na czymś. Zależy.