Truth
… a ludzie mnie lubią. Bo taki bezkonfliktowy, pośmieje się z siebie, rzuci żarcikiem, posłucha - jak trzeba doradzi. Taki słodki człowieczek, pójdzie na piwo, pogada z laską, pojedzie z kimś gdzieś.
Czy udawanie to sztuka, której się uczymy wszyscy z jednakowego poziomu w ten sam sposób, czy niektórzy z racji swojej choroby mają do tego większą zdolność? Czy udawanie to kłamstwo? Czy ja Was wszystkich okłamuję? Czy po prostu jestem taki jakiego chcecie. Nijaki, bo tak najlepiej przebrnąć przez życie, będąc niezauważalnym, szarym szeregowym tłumu.
Ale Wy i tak nie chcecie prawdy. Ona zawsze boli, mity o szlachetnej szczerości to gówno. Kłamstwa. Każdy chce znać prawdę, ale nikt nie chce jej usłyszeć. Boimy się jej znacznie bardziej niż innych rzeczy. Ona zawsze jest przykra i okupiona cierpieniem, bo takie jest nasze życie. Dlatego chodzę po ulicy, uśmiecham się do ludzi, których mam w dupie. Śmieję się z rzeczy, które *powinny* być śmieszne. Rozmawiam z Wami nie patrząc w Wasze oczy, bo nic w moich nie zobaczycie. Okłamuję czasami nawet samego siebie, że jestem chociaż podobny do Was. Że coś czuję.. że na czymś mi zależy… na czymś. Zależy.
Skit
Kiedyś Was skurwysyny wszystkich poćwiartuję i będę się taplał w Waszej pierdolonej krwi. I żaden chuj zajebany nie będzie mi mógł powiedzieć, że nie ostrzegałem.

About me
Jest tyle osób w które mógłbym się zamienić… Skoro i tak nie jestem sobą (bo nie ma mnie), to co mi zależy? A ja kurwa jego mać zachowuje się jak ludzie, którymi gardzę. Mogę udawać kogo chcę, ale - w moim stylu - robie tak, że tego żałuję. Nie jestem chyba w stanie zrobić niczego co byłoby dla mnie dobre. Nie potrafię i nie mam motywacji do jakichkolwiek działań na rzecz poprawy własnego humoru bądź generalnie szeroko pojętego zrobienia czegoś dla siebie.
Ponoć ludzie dążą do autodestrukcji, ale to co ja robie to kurwa może być dla Was tylko wzorem. Jakim pojebanym trzeba być, żeby każde nawet najmniej ważne i nic nie znaczące decyzje podejmować w taki sposób by wyszło jak najgorzej dla mnie. Wszystko co w życiu robię i mówię rozkurwia mnie powoli od środka.
Swego czasu bardzo chciałem się dowiedzieć jak postrzegają mnie mądrzy ludzie. To znaczy, dowiedzieć się czy takie chuj wie co jak ja jest okraszone jakąś nazwą i czy są inni podobni mnie. Ustaliłem, że jestem 90% flegmatykiem jeśli chodzi o charakter, ale nie miałem jego kilku ważnych cech… Postanowiłem więc sięgnąć do mądrzejszych słów i znalazłem… socjopata. Hm ale to też nie do końca to, bo na nieszczęście nie jest mi obce pojęcie empatii, co więcej jest ona u mnie dość silnie rozwinięta. Podejrzewam, że w zupełnie inny sposób niż u normalnych ludzi, ale jednak jest. I mocno przeszkadza. Niemniej większość się zgadzała: kontakty międzyludzkie są u socjopatów znikome, nastawione na eksplorację drugiej osoby, nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na zaufanie, miłość i czułość; socjopata nie odbiera sygnałów z otoczenia, nie reaguje na przykłady innych, na to co jest normą, kłamliwość i manipulowanie jednostką, wykorzystywanie do własnych celów i przede wszystkim nierespektowaniem podstawowych norm moralnych oraz wzorców zachowań w społeczeństwie, uwidaczniające się w wyraźnym braku przystosowania do życia w społeczeństwie. Taaa jestem nieprzystosowany.. pfff tak niestety określiłby mnie każdy psycholog, któremu dałbym taką możliwość. Pierdolenie, ja po prostu widzę i nie zgadzam się z tym, czego inni nie dostrzegają, albo twierdzą, że ‘tak musi być’. A to, ze nic nie robię wynika z mojej chujowe natury o czym już kiedyś pisałem.
Podsumowując okazało się, że tak jak przypuszczałem już kiedyś nie ma konkretnych ram, w których sie mieszczę. Nie znajduję się na Wikipedii ani w googlach.
Track 01
A jeśli jestem nieśmiertelny? Pff muszę przyznać, że to byłoby w moim stylu. Czekać na ten zbawienny dzień i dowiedzieć się, że nigdy nie nadejdzie. Jak bym zareagował? Ha ha ha, zareagował.. ja i reakcja taaa standardowo przyjąłbym to na klatę zacisnął zęby i zgodził się z tym. I tak całe życie - jak nie dla świętego spokoju, który miłuję ponad wszystko, to dla tego, że nie jestem w stanie nic zrobić. Żyję decyzjami i wyborami innych, marudząc na to jakie życie jest chujowe. Dlaczego muszę ponosić konsekwencje tego, że najpierw ktoś mnie zruchał, a potem jeszcze okazało się, że zruchał coś tak nieprzystosowanego do dzisiejszych czasów. Dzisiejszych czasów? Nie… do życia w społeczeństwie jakimkolwiek i kiedykolwiek.
Nie rozumiem ludzi, bo nie czuję jak oni. Na tyle na ile zaobserwowałem i wyczytałem jestem w stanie powiedzieć o co chodzi, ale ich reakcje czasami rozkurwiają. Ponoć światem rządzą zasady ale nikt nie postępuje według nich. Więc o co tu _kurwa_ chodzi? Przybierasz jakiś system wartości, próbujesz żyć według niego, ale ktoś przechodzi i po prostu po nim depta buciorami i pluje. Skąd Wy bierzecie siłę, żeby sie podnieść i dalej kontynuować to? Co Wy kurwa macie takiego w środku, że daje Wam to siłę wstawać rano i robić te pojebane rutynowe czynności, nie pytając po co, dlaczego, w imię kogo. DLACZEGO JA TEGO KURWA NIE MAM.
To już jeden z ostatnich odcinków - 10 mojego Dexterka. Niestety Koks-Dołks musiał uznać wyższość braku uczuć nad bycie zwykłym skurwielem. Co prawda finalny wniosek Dexa żenua, ale coś w tym prawdy jest. Harry wiedział i wierzył w to co tworzył, ale niestety realia okazały się trochę przytłaczające… jak zawsze. Cóż za nami kolejny zajebisty odcinek, czekamy na next!
Bang, bang
Obudziłem się i stwierdzam, że… mam dobry humor! Blah sam w to nie wierzę, ale są ku temu powody jakby nie patrzeć. Gwoli ścisłości - nic się nie zmieniło, dalej mam ochotę Was pozabijać i tarzać się w Waszej krwi - niemniej dobry humor to jakiś powiew świeżości. Mimo nad wyraz chujowej pogody i ciężkiej nocy. W takim wypadku kompletnie nie wiem co tu napisać… Nic nie oglądałem, żadnego nowego soundtracku nie odkryłem… a o *tym* pisał nie będę. W każdym razie humor kurwa jest tip top.
- Hm no i co teraz?
- Eeee… nie wiem to takie… *ludzkie*.
- Kurwa też tak pomyślałem na początku. Właściwie zawsze myślałem, że to będzie *ludzkie*. Ale po wszystkim… pfff
- Co? To też nie? Ja pierdole… Zadaj sobie zajebiście ważne pytanie: Skoro to też nie, to na chuj Ty żyjesz?
- Hmm, możesz Ty mi je zadać? Będzie łatwiej..
- Ok, Skoro to też nie, to na chuj Ty żyjesz?
- Noł fakyn ajdija…
- Jezu… jakie to kurwa przykre.
- Pierdol się, jak się nie podoba to wypad. Nie będę znowu słuchał jak mnie gnoisz, sam zdaje sobie ze wszystkiego sprawę.
- …….
- …….
- Ej to idziemy?
- …….
- Jesteś? Ej, kurwa dont kiddin mi. HALO?
- Jestem, jak zawsze, nie krzycz.
- Więc, idziemy?
- Cmon.
Miałem ostatnio bardzo ciekawe przemyślenia. Co gdyby się okazało, że wszystkie używki (papierosy, alkohol, dragi, tabaka), a także leki działają na zasadzie efektu placebo? Wmawiania sobie? Siły naszego elo umysłu. Co jeśli ktoś powiedział nam jak mamy się po tym zachowywać i my to robimy? Skoro można uroić sobie ciążę, wmówić różne rzeczy a nawet wyleczyć raka… Dlaczego nie mielibyśmy wmówić sobie zwykłej klasycznej bani. Chuj wie czy to nie jeden ogromny matrix, w którym producenci tych wszystkich gówien dbają o to by każdy wierzył w działanie tych specyfików. W prawdzie nasze organy są wyniszczane, ale ludzie siłą umysłu potrafią je regenerować więc… Dobra zresztą nie ważne takie luźne mało istotne myśli, po prostu musiałem coś tu napisać. Czas coś w końcu zjeść.
